poniedziałek, 8 września 2014

KOLEJNY PODRÓŻNICZY- MIRÓW- BOBOLICE

Kolejny już raz (tutaj pierwszy: KLIK ) pozachwycam się okolicami, w których od roku mieszkam. Jura Krakowsko- Częstochowska, a w szczególności Szlak Orlich Gniazd, przyciągały mnie od dawna. I to tak mocno, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności i moje rodzinne gniazdo tutaj się przeniosło. 
Staramy się korzystać z uroków okolicy i zwiedzać, wchłaniać i poznawać.
Dzisiaj relacja z wycieczki do Bobolic i Mirowa. Kto chętny, ten bez problemu znajdzie przy pomocy wuja google historyczne opisy, mapy, plany dojazdu i wszystkie inne potrzebne rzeczy. Ja zostawiam Was ze zdjęciami i zaproszeniem w te miejsca. WARTO!
Na pierwszy ogień idą Bobolice. Odrestaurowane, odbudowane, z bazą turystyczną. Dla osób chętnych (i nie bojących się duchów, o których zostajemy ostrzeżeni na wstępie jest nawet jedna sypialnia z zamku!!!)

Zamek można zwiedzać (bilety do kupienia w recepcji pobliskiego hotelu, zwiedzanie co pół godziny z przewodniczką w stroju regionalnym). Kilka pomieszczeń wystawowych:
a także piękne widoki:
Wśród których sprawne oko (i zoom w aparacie), pozwoli dostrzec ruiny drugiego zamku- w Mirowie:

Tutaj może nas spotkać rozczarowanie- ruiny są otoczone ogrodzeniem i nie można ich zwiedzać. Oba zamki (a także ten w Rabsztynie), mają tego samego prywatnego właściciela, który dąży do ich odrestaurowania i udostępnienia turystom. Niestety inwestycje w Mirowie zostały zablokowane "odgórnie". Nie wnikam w te sprawy, bo oba stanowiska poparte są jakimiś racjami (jak nie wiadomo, o co chodzi, to...).
Ale jeśli jesteśmy już tak blisko, to warto rzucić okiem, mieć nadzieję, że kiedyś będzie tutaj tak, jak w pobliskich Bobolicach i zjeść pyszne lody u podnóża wzniesienia, na którym usytuowane są ruiny.


piątek, 5 września 2014

MIKS CZWARTY- PODRÓŻNICZY- OGRODZIENIEC


Wygrzebuję nadal archiwalne fotki. Bo trochę tego nazbierało się przez kilka miesięcy.
Tym razem spójne tematycznie- Ogrodzieniec. Nasza wielka fascynacja!
Jakaś magia tutaj się czai. Potęga uderza, a duma, że takie miejsca mamy, wypręża pierś ;)
Na serio!
Od roku 2 miesięcy i  4 dni (:DDDD)- gdyby nie ślepota, drzewa i pagórek- oglądałabym z okna sypialni na dzień dobry. Ale żem ślepa coraz bardziej, a zamki i w realnym świecie są za górami, za lasami, to wsiadam w auto, jadę 10 minut i mam!!!!
Zdjęcia z dwóch wyjazdów: majowego i sierpniowego.
A tym, którym się podoba, polecam z całego serca! Nie tylko Ogrodzieniec, ale cały szlak Orlich Gniazd. W kolejnych wpisach pochwalę się jeszcze tą moją nową małą ojczyzną.
PS. Nadal czuję się w nowym miejscu jak na wakacjach. Nie dociera do mnie w całej rozciągłości fakt, że to tak na serio i na stałe ;)
PS.2 A dla porównania możecie zobaczyć zdjęcia z tego samego miejsca sprzed dwóch lat: TUTAJ  z czasów, kiedy to piękne miejsce nie było jeszcze na wyciągnięcie ręki.

Ogrodzieniec, to nie tylko zamek. Jest również park miniatur, park linowy, okresowo inne atrakcje (w te wakacje park doświadczeń fizycznych- poniższe zdjęcia, który jest absolutnie rewelacyjny!!! oraz zamek legend i strachów, który niestety przerósł moją ośmiolatkę, niedaleko Gród Birów)

wtorek, 2 września 2014

JESZCZE ŻYJĘ ;) - MIKS TRZECI, JAKIŚ TAKI


Nadal (po długiej separacji z blogiem) odkopuję archiwalne zdjęcia z tych kilku miesięcy przerwy.
Wybieram z dystansem i świadomością.
I przy okazji zastanawiam się, co można robić w wolnym czasie. Można lać jad słowny, można dać sobie wlać jad w nogę (pierwsze zdjęcie "cudnie" dokumentuje moje przygody z owadami różnymi). Można leżeć plackiem na plaży, a można też dać się przebrać ośmiolatce za baletnicę i w dodatku mieć przy tym ubaw i pozwolić to udokumentować. Można biwakować i wspinać się po drzewach niczym wiewiórka, a można też... pozwolić jednej rudej kicie zadomowić się na swych żebrach na zawsze. Można chadzać swoimi ścieżkami lub próbować odgadnąć, dokąd prowadzą te, które przemierza futrzasta "córeczka". Duuużo można. Byle nie żałować później, że... się ten czas zmarnowało.


wtorek, 26 sierpnia 2014

JESZCZE ŻYJĘ ;) - MIKS DRUGI "OKOŁOKOMUNIJNY"


Podczas mojej przydługiej przerwy od blogowania działo się. Przez jakiś czas żyliśmy Pierwszą Komunią Alcyniątka. Rozmowy o tym, co ważne w tym dniu, wybór sukienki, szukanie bucików (trudne zadanie!!!!), sprzątanie domu (o tym to ja kiedyś muszę wreszcie osobno napisać), planowanie menu, próby... Kto nie przechodził, ten nie wie ;)
Dzisiaj fotki okołokomunijne. Nie tylko z 18-tego maja, ale również z pielgrzymki do Leśniowa i z białego tygodnia. W planach miałam być z tym na bieżąco na blogu, a jak wyszło... widać ;)


niedziela, 24 sierpnia 2014

JESZCZE ŻYJĘ ;) - MIKS PIERWSZY


Nie byłam tutaj tak dawno, że nawet zalogować się nie umiałam ;) Mea culpa!!!
Dlaczego? W sumie nie wiem. Tak wyszło. Tak pewnie było lepiej.
Ale żyłam jakoś bez bloga przez te kilka miesięcy. Dowody na fotkach. Będą kolejne. A później... może zbiorę się w sobie i znów będę na bieżąco? A może nie.
Z aparatem i ciuchami nadal się lubimy. Jakoś nie po drodze było mi tylko z wrzucaniem tego tutaj.
Dzisiaj mi się zachciało, więc zaspokajam swój kaprys.


sobota, 1 marca 2014

ATAK ROBALI






Wiosna nadchodzi w tym roku wyjątkowo wcześnie. Pierwsze biedronki spacerują po oknach, z uli wylatują zdezorientowane pszczoły i jakieś niezidentyfikowane robale miast siedzieć w lesie (noooo dobra, w ogrodzie tech niech będą, skoro muszą), nawiedzają dom. Budzi się toto całe tałatajstwo i powoduje nerwowe drżenia, przyspieszone oddechy i zawieszenia w autorce niniejszego bloga. O ile na pączki na drzewach, kwiaty, ciepłe podmuchy i bociany czekam z tęsknotą i wypatruję i niczym zbawienia, o tyle owadzi świat mógłby jeszcze trochę poczekać ;) Moja arachnofobia z roku na rok zatacza coraz szersze kręgi i rozciągać się zaczyna również na większość owadów. Wstyd niezmierne, ale boję się już nie tylko obleśnych wijów drewniaków, ale prawie wszystkiego, co ma więcej niż cztery nogi. Jedno wielkie FUJ! Gdzież te czasy, kiedy wyprawy z tatą na łąkę były jedynie wspaniałą przygodą i pod każdym liściem nie czyhał potwór gotowy wciągnąć mnie w dziurę i zjeść? Gdzież te wieczory z łapaniem chrząszczy do słoika? Gdzie podziała się fascynacja, a pojawiło się obrzydzenie i strach? Pojęcia nie mam. 
Wiem, że wszelkie te obrzydliwości toleruję aktualnie (oprócz motyli) jedynie w formie materii nieożywionej.
bluzka- Mohito
buty- Centro
żakiet- pomaminy
spódniczka, chusta- sh